|
Blog > Komentarze do wpisu
Fragment listu otwartego do Ewy Bieńczyckiej
Który doczeka się rzecz jasna kontynuacji Przestałem odwiedzać najważniejsze portale literackie. W sumie nigdy nie wiedziałem który portal jest najważniejszy lub które portale należą do rodziny tych istotnych. Ale odkąd Ewa Bieńczycka wyznała, że te najważniejsze portale miała przyjemność poznać, to uznałem, że i ja też te najważniejsze portale znam. To nic, że to nie są te same portale, które odwiedza Ewa Bieńczycka. Aksjologia ma przecież to do siebie, że w rękach poszczególnych osób potrafi dokonać zmiany treści i równie błyskotliwie prężyć się na kocu, pod śliwą, w jakiś letni, długi dzień. Dlatego też nie towarzyszy mi dyskomfort pojawianiu się na tych mniej ważnych portalach ani nie rozpiera mnie duma jeżeli w szaleństwie klawiatury/zakładek/myszki zajrzę na ten jeden, wybrany, najważniejszy portal. Z mojej wieloletniej obserwacji wnioskuję, że tylko te się liczą, w których albo uczestniczymy, albo którym przyglądamy się niewinnie zza winkla. Ewa Bieńczycka we wstępie do listu otwartego do portalu Rynsztok, wyznaje, że zagląda do wszystkich najważniejszych portali. Z reakcji Ewy Bieńczyckiej wynika, że wszystkie najważniejsze portale literackie dotyka głęboka erozja, szczególnie rzecz dotyczy portalu Rynsztok. Dlatego postanowiła dać wyraz swoim przemyśleniom/sugestiom. Właściciel Rynsztoka, Przemek Łośko, pyta na rynsztokowym forum o sens kontynuowania portalu. Nie znam właściciela Rynsztoku, ale wydaje mi się, że postawił sprawę uczciwie. Pomysł prowadzenia portalu przestał być interesujący/inspirujący, stracił swoją pierwotną rolę, zamazała się celowość, portal zmierza donikąd. Nie wiem czy tak jest, czy Przemek Łośko myli się w ocenie, jestem jednak przekonany, że za kilka miesięcy, może za rok, portal zostanie zamknięty. I lepiej dla portalu, żeby nie dopuścić do sytuacji, kiedy jedyną alternatywą pozostanie założenie kłódki. Dzisiaj jeszcze decyzję, wątpliwości można omówić w szerszym gronie, za chwilę nawet ten rodzaj aktywności zostanie uznany przez twórcę za ekstrawagancję. Nawet jeżeli Rynsztok należy do elity tych najważniejszych portali, to jak widać na załączonym obrazku, musi istnieć widać istotny powód dla którego twórca portalu poddaje w wątpliwość kontynuowanie czegoś, co przestało zmierzać w sensownym kierunku. Nie zaglądałem do tej pory na Rynsztok, ale wątek założony przez jego twórcę, który wywołał reakcję Ewy Bieńczyckiej, przeczytałem z uwagą. Nie znalazłem tam żadnego rzeczowego programu odnowy. Pojawiają się obserwacje natury psychologicznej, no, obowiązkowe gesty, typu: nie możesz, nie warto, trzeba na posterunku, jesteśmy z tobą, kochamy cię oraz mistyczne zajawki typu, to miejsce dotknęła Moc, itd. To ważne gesty, na pewno. Ale niczego nie zmieniają w netowej przestrzeni. Jaki jest więc powód utrzymywania przy życiu fragmentów internetu? cdn piątek, 03 września 2010, rafky
TrackBack
Komentarze
Gość: Ewa Bieńczycka, 193.238.43.15*
2010/09/03 23:23:50
Na moim blogu pojawiła się informacja, że jest o mnie tutaj, więc czytam. Zapoznam się z tym blogiem bardziej, to wymaga czasu, nie mogę doszukać się na razie, kim jest właściciel, ale przeczytałam tekst odnośnie mojej osoby i nic z tego wpisu nie rozumiem. Pan (Pani) z moim tekstem polemizuje? Zgadza się? Nie zgadza? Chodzi o moją wypowiedź, czy o portal rynsztok jako taki, na który przecież wpływu nigdy nie miałam i nie mam. Może doczekam się jakiś wyjaśnień w dalszym ciągu, który jest zapowiedziany. Więc korzystając z opcji komentarza, prosiłabym o skupienie się na portalu rynsztok, a nie na mojej wypowiedzi, która miała tylko intencję powstrzymania zamykania portali literackich, bo jakie one są, ale przynajmniej są. Jeśli tytuł notki, to list otwarty do mnie (list, który całkiem przypadkowo do mnie dotarł), to teza jest absurdalna. Przecież piszę, że na tym portalu nigdy nie pisałam, do dzisiaj wśród tysięcy avatarów nie wiem, kto tam pisze. Jaki ja mam mieć program ozdrowieńczy? Co ma wobec tego oznaczać ten list do mnie?
2010/09/04 12:34:12
Pani Ewo, zakres poruszanych przeze mnie spraw będę sam ustalał, chociaż doceniam oczywiście Pani aktywność w tym zakresie.
W formułę listu otwartego wpisana jest również próba zwrócenia uwagi szerszemu gronu na określone zjawisko, w tym wypadku nie tyle na Pani list do Rynsztoka, ale język podziału, którym Pani się posługuje. Pani wpis w obronie historycznych portali jest przecież jawnie dyskryminujący i wartościujący uczestników internetowego literackiego życia, którzy nie spełniają Pani wymagań, nie chcą lub nie potrafią swojej aktywności zarezerwować dla jednego portalu. Męty jak ich Pani określa, które krążą to tu to tam, odchodzą i przychodzą oraz Pani propozycja środków nacisku, którymi należy posłużyć się, by taki jeden męt z drugim poczuł się nieswojo jest w mojej ocenie wynikiem Pani niezrozumienia istoty uczestniczenia w sieciowym życiu literackim. Więc, tak, list jest w swojej intencji wobec Pani wpisu polemiczny.
Gość: Ewa Bieńczycka, 193.238.43.15*
2010/09/04 17:20:01
No właśnie, nareszcie zrozumiałam, o co Panu chodzi. Widzi Pan, jako głównie odbiorca portali literackich, a nie użytkownik (forum prozatorskie, gdzie Pan działał, było zamknięte dla postronnego obserwatora i nie mam pojęcia, co się tam działo), zależy mi przede wszystkim na tym, bym mogła czytać teksty i ducha czasu uchwycić. Jeśli ludzie beztrosko dają te same teksty na kilku portalach równocześnie, zmieniając tylko nicki, to tracę strasznie dużo czasu sieciowego, którego przecież mam niezmiernie mało, bo czytam też portale w innych językach. Mój list był słany w Sieć tylko w ochronie podobnych użytkowników do mnie, których też pewnie nie brakuje. Natomiast Pan należy do innej kategorii Internautów i dlatego mój sprzeciw polegał właśnie na tej różnicy. Proszę się na mnie nie gniewać, ale ja w dalszym ciągu nie mam pojęcia, co ja na Pana blogu robię. Mętami nazwałam wszystkich, którzy z Sieci robią błoto, a przecież nie może Pan zaprzeczyć, że tacy są. Nie chodziło mi o Trolli, bo uważam, że trolling jest jeszcze inną kategorią, która w pewnych momentach, tak jak terroryzm, czy rewolucjoniści, sięgając po takie formy sprzeciwu, mają niejednokrotnie rację. Ja nie jestem przeciwna demokracji, ale chciałabym, by w Sieci wyłoniły się grupy o zdecydowanych poglądach i żebym mogła wchodząc na określony portal uchwycić tę przynależność. Malaparte pisał, że przed drugą wojną światową w Europie młodzież faszystowska chodziła na korridę, a marksistowska na piłkę nożną. Wie Pan, tam się to wszystko wtedy krystalizowało, a ja nie wiem, co się w Sieci krystalizuje, bo wszyscy należą wszędzie. Rynsztok nazwany został portalem elitarnym, i ta elitarność w tej chwili polega na jego martwocie. Tam podobno nawet się nie można zarejestrować, a nikt przecież z rynsztoka na mój List otwarty nie zareagował. Więc nic tu po mnie, dlatego uważam, że mieszanie mnie w tę dyskusję jest absurdem.
2010/09/04 18:39:48
Nie wiem, odpowiadając na Pani powtarzające się pytanie, co Pani robi na moim blogu :) Pewnie zostawia Pani komentarze. Wiem, że to jest jakiś problem, bo, ha!, Pani strona niefikcyjna i ten mój tutaj blog reprezentujący fikcję - to jednak jakieś rozterki musi wzbudzać. Podejrzewam, że rozterki poważne. Bo przecież o niepoważnych by Pani nie pisała.
Skorzystała Pani z konwencji listu otwartego. Uznałem język Pani listu za nadużycie. Pozwoliłem sobie na podobny list, zagrałem, i proszę mi wierzyć, nie spodziewałem się, że Pani zabierze głos i to tutaj, gdzie gryzą Panią nieskomentowane wpisy. Rynsztok nie zabrał głosu w sprawie Pani listu, podejrzewałem więc, że to jest jakaś norma. Elitarny Rynsztok nie odpowiada. Autorka strony o tysiącach komentarzy również. Pomyliłem się. Powinienem to przewidzieć :) Nie zajmuję się na tej stronie sprawami, które omawiają wszyscy w jednakowym tonie, powielając nieustannie sprawy, które zostały lepiej lub gorzej omówione w tysiącach miejsc. Pani uwaga o niezrozumieniu mojej próby czytania nowej książki Tokarczuk nie wiem z czego wynika, ale na pewno nie z uważnej lektury. Nie czytałem Pani tekstu, poświęconego Pługowi, ale potrafię sobie go wyobrazić. Szukamy prawdopodobnie czego innego w Sieci. Pani być może swojego odbicia. Ja - pozwolę sobie na małą hucpę - jestem od tego wolny.
Gość: Ewa Bieńczycka, 193.238.43.15*
2010/09/04 19:41:00
Tak, ma Pan rację. Szukam podobnych sobie. Moja kolejna próba nieudana. Więc już się wycofuję i pozostawiam Panu absolutną swobodę w pisaniu w oparciu o mój blogowy tekst. W końcu to tylko tekst, oddzielony już ode mnie. Ciągle, po staroświecku, łączę jeszcze te dwie rzeczy.
Życzę powodzenia i serdecznie pozdrawiam. 2010/09/05 00:38:09
Oj, proszę mi wybaczyć, ale i z Pani otwartego listu i z Pani kilku emocjonalnych wystąpień czy to tutaj, u mnie :) czy na Pani stronie, nie sądzę, żeby Pani szukała podobnych sobie. Być może tak jest, że w rezultacie poszukuje Pani rozmówcy o podobnej wrażliwości. To może i jest na którymś poziomie recepcji Pani wypowiedzi do wychwycenia. Niestety, tak z Pani tego otwartego listu jak i z formy prowadzenia rozmowy jestem przekonany, że nie podobnych sobie, ale szuka Pani własnej kopii. Szkoda, bo to po prostu przeszkadza. Jeżeli to jest Pani kolejna próba nieudana, to proszę przyjąć do wiadomości, ze moja również :))
również życzę powodzenia i pozdrawiam ciepło |