Blog prowadzony przez Rafała Klana
stat4u
Blog > Komentarze do wpisu
List otwarty do Ewy Bieńczyckiej
który przestał pełnić rolę fragmentu


Ewa Bieńczycka posiada plan jak powstrzymać portale przed upadkiem. Zakaz powrotu sieciowym mętom albo negatywna weryfikacja uniemożliwiająca publikacje na kilku portalach jednocześnie, to sam miód, który uwolni portale przed staczaniem się w rynsztok. Mamy też w tym katalogu porad od serca segregację rasową, która jednych czyni obcymi duchowo, innych znowu osamotnionych, ale wojujących na blogach, świadomych swoich słabości i nieatrakcyjności wobec wielkich, literackich, portalowych korporacji, wyposażonych w niebotyczne sumy i nowoczesne narzędzia, służące do kastracji, usuwania parków, skwerów i w ogóle literackiej, netowej zieleni, stawiając za to oszklone gmaszyska, które uwodzą znowu te odmęty świata tego. Subtelniej - doradza Ewa Bieńczycka - bez administracyjnego terroru, można doprowadzić i do takiej sytuacji, gdzie taki jeden z drugim poetomęt, publikujący gdzie popadnie te swoje wiersze, duchowo pokrętny i ubogi, sam, z własnej, dobrej, ale wymuszonej woli, wobec jeszcze niesprecyzowanego zestawu zachowań portalowej społeczności zrozumie, że na najważniejszych portalach jest mu po prostu źle i smutno i sam, jak przystało na naznaczonego, opuści najważniejsze portale literackie. Tym oto sposobem świat wypięknieje, duchowo się odrodzi a reszta przepadnie jak taśmy filmów moralnego niepokoju, zbierające kurz na półkach cenzorów.

Ewa Bieńczycka pisząc list otwarty do portalu Rynsztok bierze pod uwagę i taki scenariusz, który definicję prawdziwego portalu poetyckiego ogranicza do automatycznego przyciągania osamotnionych ludzi, którzy tę swoją samotność na swoich blogach konspiracyjnie pielęgnują. Otóż mogłoby się naprawdę pozmieniać - a sądząc z innowacyjnego tonu naprawy nieznośnego stanu rzeczy - mogłoby się pozmieniać w ogóle gdzie popadnie, gdyby tylko porozsyłać imiennie zaproszenia (na wypadek, gdyby automatyzm zawiódł lub/i  zawiódł gdzieniegdzie). I jedno i drugie, czyli automatyczne przyciąganie i imienne zaproszenie nie tylko doprowadziłyby do zaistnienia tego prawdziwego portalu poetyckiego, ale - podejrzewam - równie automatycznie pojawiłaby się i obscena/skandal/anomalia oraz święte oburzenie internetowych mieszczuchów.
Ewy Bieńczyckiej list otwarty, który niczym Wojaczkowa Prośba jest maksymalnie skoncentrowana nie na podmiocie, do którego się zwraca, ale na tych swoich listkach wstydu, którymi wymachuje, w rezultacie sprowadza całą swoją  nadwrażliwość do poziomu wpisu, który na koniec listu otwartego do portalu Rynsztok cytuje. Parafrazując jego treść wystarczyłoby przecież napisać, ze w portalach literackich nie lubię samego ich istnienia. To znaczy lubię, jak podmiot liryczny u Wojaczka lubi adresata, do którego kieruje swój list otwarty, który ze względu na czasy w których żył nie nazywa listu otwartego listem otwartym tylko Prośbą. 
niedziela, 05 września 2010, rafky

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
Gość: Ewa Bieńczycka, 193.238.43.15*
2010/09/06 12:08:27
Z niecierpliwością czekam na tę burzliwą dyskusję wynikłą wskutek Pańskiego złośliwego się mi pokrzywiania.
-
2010/09/06 13:29:32
Czytałem wczoraj kilka wpisów na Pani blogu i muszę przyznać, że polubiłem Pani styl i klarowność wypowiedzi. Się tutaj nie przekrzywiam przecież Pani kosztem, Pani to wie.
Dyskusji jednak nie będzie - ma Pani rację. Nie wiem dlaczego. Widocznie fatum ciąży nad Rynsztokiem. Nad Panią zdaje się też. No, nie pomijając oczywiście i mnie, bo nade mną fatum ciąży od czasu, kiedy ten blog do życia powołałem :)
serdecznie pozdrawiam
-
Gość: Ewa Bieńczycka, 193.238.43.15*
2010/09/06 17:27:52
Czytałam tam wiersze i wpisy kogoś o nicku Ilionowski, a jak on tam działał, to to był najciekawszy, obok Przemka Łośki głos sieciowy i ja zaczęłam czytać rynsztok tylko dla niego. Ponieważ dawał tam odcinki parodii Jacka Dehnela i zdaje się, były związane z tym portalowe sprzeciwy, przeniosłam się na czytanie jego bloga, którego wtedy tam podlinkował, gdzie dokończyłam czytanie tej parodii i napisałam o niej krótką notkę na moim blogu. Właścicielem bloga okazał się doktor Marek Trojanowski, właśnie przeżywający swoje wydalenie z uczelni i mający, jako bezrobotny, dużo czasu. Napisał do mnie po przeczytaniu tej mojej blogowej recenzji jego tekstu i zaproponował współpracę. Zaczęliśmy razem pisać na jego blogu i tam bardzo często zaczął wpadać szef Rynsztoka, Przemek Łośko. I jak on wpadał, to ja znowu zaczęłam codziennie czytać Rynsztok. Moja współpraca z blogiem Marka Trojanowskiego historiemoichniedoli się rozpadła, ale sentyment do tych czasów pozostał, stąd i ten mój List otwarty, w którym piszę miedzy wierszami, że jakby pousuwać stamtąd nudziarzy, to byłby to fajny portal. A Pan myśli, że ja mam jakieś totalitarne zakusy. Ja oficjalnie protestowałam przeciwko banowaniu osób na TRUMLU i stamtąd też i z tego powodu uciekłam.
-
2010/09/07 14:47:29
Człowieka się poznaje od wpisu do wpisu. Żebym to ja wiedział, zgłębił Pani motywy, intencje, ba!, historię Pani czytania Rynsztoku, to i może zrozumiałbym to, co w liście do Rynsztoka jest marginalne, czyli - jak Pani pisze - żeby fajny portal był fajnym portalem.
A odebrałem Pani list tak jak to opisałem
Nieistotne więc czy ten totalitaryzm pojawia się czy jest zmyślony, tylko czy troska o Rynsztok, historyczne portale posiada w swojej konstrukcji rdze, obce ciało, które tę troskę zżera? Co być może w konsekwencji u potencjalnych odbiorców listu wysuwa się na pierwszy plan.
Pani u siebie napisała, że u mnie to dopiero się dzieje i lepiej nie wyściubiać nosa. To znaczy, ze źle się dzieje i można z łąk i pól trafić tutaj jak na jakąś budowę bloku mieszkalnego, gdzie murarz leży spity pod rusztowaniem, a pomocnik murarza spóźnia się do pracy nieustannie. No ale - to mamy za sobą - u mnie się dzieje tylko wtedy, kiedy czytelnik decyduje się na uważną lekturę :))
-
Gość: Ewa Bieńczycka, 193.238.43.15*
2010/09/07 19:44:52
Niekoniecznie, Panie Rafale, bo ja naprawdę przeczytałam uważnie to co Pan napisał o ostatniej książce Olgi Tokarczuk, ponieważ czytałam ją dwa razy, pisałam o niej na blogu i nie uważam, że Pana odbiór tej książki, jaki zobaczyłam w Pańskich notkach coś zmienia. Z mojej strony wykonałam wszystko, co powinnam, oceniając ten tekst. Natomiast Pan wyrwał mój List z mojego bloga, gdzie przecież można dociec też czytając mnie nawet pospiesznie na moim blogu, czemu go napisałam, że to był list poniekąd rozrachunkowy i w sumie osobisty, kierowany nie do Pana, ale do Rynsztoka, który mnie zna. Otwarty, bo nie daje się mi na portalu Rynsztok zalogować.
Nie chcę się z Panem kłócić, szanuję Pana pracę, bo prowadzenie bloga to praca ciężka i niewdzięczna. Tylko widzi Pan, ja jestem w Sieci już 10 lat i ja też ciężko pracuję i nie mam właściwie żadnych życzliwych słów, a w najlepszym razie tylko przemilczanie. Jeśli ktoś ze mną sieciowo nawiązuje, to jedynie po to, by sobie założyć własnego bloga i bym ja na jego blogu się wpisywała. I jeszcze są tacy blogerzy jak Pan, którzy nieświadomie psują mój sieciowy wizerunek. Dlatego tak mi przykro. Ponieważ ustaliśmy, że nie jesteśmy sobie duchowo pokrewni, to przecież z naszego spotkania i tak nic nie wynika i to wszystko jest niepotrzebne.
Piszę na blogu o książkach i mnie nie usprawiedliwi moja niewiedza o ich autorach, dlatego staram się zawsze o nich w Sieci i w bibliotekach zebrać maksymalną wiedzę. I jak się o mnie pisze, to też się powinno tak robić, bo ja nie jestem anonimowa.
-
2010/09/07 20:44:10
Ale ja Panią doceniam, naprawdę. Pomijając już moją ocenę Pani listu otwartego. Może nawet bym częściej nadmieniał, że Pani blog zrobił na mnie pozytywne wrażenie, ale musiałem sobie najpierw poradzić z Pani wypowiedziami o fikcji mojego niekomentowanego bloga :) i tym podobnymi uwagami, a jak już sobie poradziłem, to właściwie przyszło się żegnać :)
Proszę też nie myśleć, że kosztem Pani dziesięcioletniego dorobku ja próbuję pajacowaniem zwrócić na siebie uwagę. Nigdy tak nie robiłem i jest mi taka postawa z natury obca.
Nie ustalaliśmy, że jesteśmy sobie obcy, bo to Pani ustaliła :) ja ze swojej strony na pewno będę na Pani blog zaglądał. Pewnie wiele się nauczę. Na pewno będę Pani wpisy tam komentował. I jeszcze raz powtórzę, nie myślałem, że Pani zareaguje na ten mój list. Proszę nie myśleć, że w przypływie natchnienia uznałem, ze przydadzą mi się tutaj Pani komentarze, bo to dopiero byłby absurd.


-
Gość: Ewa Bieńczycka, 193.238.43.15*
2010/09/07 22:23:03
Tak, to jakiś ciąg nieporozumień, ale pewnie jakbym nie zareagowała, to i Pan by miał o mnie zdanie wyrobione tylko na podstawie tego Listu. Wiem, że w Sieci nie można czytać wszystkiego, bo przecież nie mamy tyle czasu, ale jednak nie wykorzystuje się jej możliwości tak można, jak jest przystosowana, czyli to tych rozgałęzień, powiązań i wszelkich cudowności.
Wylatuję za tydzień i kończę pewien etap blogowania, kolejny etap jałowy, więc proszę wybaczyć, że zareagowałam tak histerycznie. Jeszcze raz pomyślnej pracy blogowej życzę!