|
Blog > Komentarze do wpisu
Wyznania I
Przy okazji książki Michała Głowińskiego Kręgi obcości Przypomniałem sobie pociąg, który widziałem jako nieledwie wystający skądkolwiek dzieciak, niemowlak prawie, bo zdaje się dwuletnie dzieci nawet wyrośnięte nie są zbyt widoczne, a przynajmniej wtedy, kiedy mnie samemu zdarzyło się mieć dwa lata. I chociaż byłem wysokim jak na swój wiek chłopcem, to ten okres i moje otoczenie wspominam jako miejsce, gdzie wszystkie możliwe sprzęty przerastały mnie, odpychały od siebie i zawężały pole widzenia. Wspominam o tym przy okazji Kręgów
obcości Michała Głowińskiego. Właśnie ten pociąg, który przez
wiele lat funkcjonował we mnie w formie nierozstrzygniętego
konkursu, ponieważ miejsce w którym go zobaczyłem, musiałem w
późniejszych latach konfrontować z obrazem, który nijak się miał
z tym pierwszym zapamiętanym obrazem z dzieciństwa. Była to dla
mnie na tyle istotna zagadka, że odpowiedzi nie szukałem poza sobą.
Jakbym już wtedy zdawał sobie sprawę, intuicyjnie, że rzecz nie
rozgrywała się w rzeczywistości, na krzyżówce, zaraz obok domu,
w którym mieszkałem, tylko, że wydarzyła się we mnie, więc też
odpowiedź na pytanie, dlaczego w drugim roku życia pojawił się
na krzyżówce pociąg, w chwili, kiedy matka wysiadała z samochodu,
trzymając w ręce moją dopiero co narodzoną siostrę, miała
pozostać na długie lata przemilczana? Pamiętam jakiś koc, bury,
taki który w naszym domu przez długie lata służył jako podkładka
dla prasowanych sukienek i tego typu rzeczy, narzucony na głowę
mojej siostry; ja właśnie pojawiam się za matką, nagle i zanim
wejdę do domu, po betonowych schodach, przez krzyżówkę przejeżdża
lokomotywa i za nią wagony. I potem jakby mi ktoś ten koc zarzucił na głowę, drzwi za którymi przed chwilą zniknęła matka z moją pierwszą, nową siostrą rozmywają się, korytarz do połowy potraktowany lamperią o sraczkowatym kolorze, zapada się, ja znikam z całą moją przeklętą przeszłością i pojawiam się przed samym sobą i w swojej prywatnej historii kilkanaście miesięcy później, kiedy moja siostra płacze w łóżeczku, rodziców nie ma w domu, a ja wrzucam do jakiegoś kubka kostki cukru, które kostkami cukru nie są, ale drobnymi klockami i przekonuję tę małą, rozwrzeszczaną płaksę, że cukier uśmierza ból i samotność. A potem znowu ten obraz się nagle rozpada i pojawiam się coraz starszy, a obrazy ciągną się jak guma, są wyraziste i żałuję, że moja pamięć je przetrzymuje.
niedziela, 19 września 2010, rafky
Tagi:
Kręgi obcości
TrackBack
|