Blog prowadzony przez Rafała Klana
stat4u
Blog > Komentarze do wpisu
Wyznania I

Przy okazji książki Michała Głowińskiego Kręgi obcości


Przypomniałem sobie pociąg, który widziałem jako nieledwie wystający skądkolwiek dzieciak, niemowlak prawie, bo zdaje się dwuletnie dzieci nawet wyrośnięte nie są zbyt widoczne, a przynajmniej wtedy, kiedy mnie samemu zdarzyło się mieć dwa lata. I chociaż byłem wysokim jak na swój wiek chłopcem, to ten okres i moje otoczenie wspominam jako miejsce, gdzie wszystkie możliwe sprzęty przerastały mnie, odpychały od siebie i zawężały pole widzenia.

Wspominam o tym przy okazji Kręgów obcości Michała Głowińskiego. Właśnie ten pociąg, który przez wiele lat funkcjonował we mnie w formie nierozstrzygniętego konkursu, ponieważ miejsce w którym go zobaczyłem, musiałem w późniejszych latach konfrontować z obrazem, który nijak się miał z tym pierwszym zapamiętanym obrazem z dzieciństwa. Była to dla mnie na tyle istotna zagadka, że odpowiedzi nie szukałem poza sobą. Jakbym już wtedy zdawał sobie sprawę, intuicyjnie, że rzecz nie rozgrywała się w rzeczywistości, na krzyżówce, zaraz obok domu, w którym mieszkałem, tylko, że wydarzyła się we mnie, więc też odpowiedź na pytanie, dlaczego w drugim roku życia pojawił się na krzyżówce pociąg, w chwili, kiedy matka wysiadała z samochodu, trzymając w ręce moją dopiero co narodzoną siostrę, miała pozostać na długie lata przemilczana?

Pamiętam jakiś koc, bury, taki który w naszym domu przez długie lata służył jako podkładka dla prasowanych sukienek i tego typu rzeczy, narzucony na głowę mojej siostry; ja właśnie pojawiam się za matką, nagle i zanim wejdę do domu, po betonowych schodach, przez krzyżówkę przejeżdża lokomotywa i za nią wagony.

I potem jakby mi ktoś ten koc zarzucił na głowę, drzwi za którymi przed chwilą zniknęła matka z moją pierwszą, nową siostrą rozmywają się, korytarz do połowy potraktowany lamperią o sraczkowatym kolorze, zapada się, ja znikam z całą moją przeklętą przeszłością i pojawiam się przed samym sobą i w swojej prywatnej historii kilkanaście miesięcy później, kiedy moja siostra płacze w łóżeczku, rodziców nie ma w domu, a ja wrzucam do jakiegoś kubka kostki cukru, które kostkami cukru nie są, ale drobnymi klockami i przekonuję tę małą, rozwrzeszczaną płaksę, że cukier uśmierza ból i samotność. A potem znowu ten obraz się nagle rozpada i pojawiam się coraz starszy, a obrazy ciągną się jak guma, są wyraziste i żałuję, że moja pamięć je przetrzymuje.


niedziela, 19 września 2010, rafky

TrackBack
TrackBack URL wpisu: