|
Blog > Komentarze do wpisu
Wyznania II
Przy okazji Kręgów obcości Michała Głowińskiego
A wracając dzisiaj, trochę samochodem, trochę nie-samochodem, znowu natknąłem się na ambulans. Stał w tym samym miejscu, na chodniku, przed tym samym jednorodzinnym domem, który to dom stoi w rzędzie identycznych jednorodzinnych domów, a wyróżnia się na tle pozostałych masą papieru, którym jest obklejony. To są jakieś reklamy firm lub może jednej firmy oraz działalności, którą domownicy prowadzą zdaje się z sukcesami. W tym domu mieszka kobieta z synem i jego żoną. Dwa lub trzy dni temu, tę samą drogę pokonywałem nie-samochodem, bo też ta część miasta nadaje się jedynie do pieszych wycieczek i naturalnie łączy się z inną częścią miasta, która pozbawiona jest już tej bezpretensjonalności. I ten ambulans tam stał i w pierwszej chwili, zupełnie bezrefleksyjnie, uznałem, że pojawił się tam w jednoznacznych zamiarach. Obok ambulansu stała ta kobieta, która dzieli dom z synem i jego żoną, wydawało mi się, że czyści szybę od strony kierowcy i dzisiaj jak sobie ten obraz przywołuję, to widzę nie tyle kobietę, która tę szybę przemywa - a przecież myślałem, że ambulans pojawił się, bo jakiś nagły wypadek miał miejsce - ale raczej traktuje ten pojazd, szybę, jako coś, czemu należy się dobrze przyjrzeć, zajrzeć w każdą szczelinę a jednocześnie była w jej ruchach jakaś uległość, zupełnie dla mnie niezrozumiała wtedy. W każdym razie byłem przekonany, że musiało coś się wydarzyć, jakieś zasłabnięcie lub coś poważniejszego i widok tej kobiety był wtedy dowodem na to, że jak to bywa w takich skupiskach, jednorodnych i monotonnych zabudowań, wszyscy zaraz wybiegną, podbiegną do tego ambulansu i będą do niego zaglądać, szyby wycierać, żeby dobrze tam zajrzeć do środka, żeby kierowcę udobruchać, żeby nie jechał, tylko poczekał jeszcze chwilę, bo nie wszystko się jeszcze widziało, a w życiu przecież idzie o to, żeby mieć dostęp do aktualności z pierwszej ręki. Jednak dzisiaj ten ambulans znowu stał w tym samym miejscu. Tym razem nikt go nie skrobał ani nie ocierał się o niego. Wydawał się już obiektem zaadoptowanym, pogodzonym i wrośniętym w ten krajobraz. I przez chwilę zawahałem się. Bo może ten ambulans właśnie, widziany dwa czy trzy dni wcześniej, wywołał wspomnienie tego pociągu z dzieciństwa, a nie jak myślałem wczoraj, Kręgi obcości. Bo prawdę mówiąc ta karetka reanimacyjna wydała mi się wtedy właśnie czymś czego nie byłem pewien. Być może, między pierwszym jej pojawieniem się a dzisiejszym, towarzyszyło jeszcze jakieś pośrednie spotkanie, np. wczoraj lub przedwczoraj (co jest zresztą bardzo możliwe, bo często tamtędy chodzę, paląc papierosy i tam gdzieś, właśnie na przeciw tego domu, a teraz na przeciw ambulansu, niedopałki wyrzucam gdzie popadnie, bo tam z kolei jest trudno o jakiś kosz a nie zawsze mam ochotę na trzymanie niedopałka w palcach przez kolejne minuty jak jakieś trofeum, bo to żadne trofeum jednak nie jest tylko jakiś przemilczany dowód jakiegoś końca) a stojący ambulans przecież bez celu i jedynie doglądany przez tę kobietę, której syn mieszka w tym samym domu ze swoją żoną, uznałem właśnie za coś, co jest dalekim echem tego pociągu i wagonów na skrzyżowaniu. A więc wydarza się jedynie we mnie, a skoro tak jest, to muszę to odczytać w jakiś sensowny sposób. Bo że wtedy ten pociąg pojawił się we mnie samym i nikt nigdy nie potwierdził przejazdu pociągu po torach niedaleko mojego domu. uznałem właśnie za jeden z wielu, nakładających się na siebie elementów oddzielających mnie od tego wszystkiego co mnie otacza. Wtedy - wrócę jeszcze do tego - był to efekt, podejrzewam, traumy. A dzisiaj? Co mianowicie miałby ten ambulans? Ze mną? Wspólnego ze mną? niedziela, 19 września 2010, rafky
Tagi:
Kręgi obcości
TrackBack
|