Blog prowadzony przez Rafała Klana
O autorze
stat4u

Wpisy z tagiem: Bieńczycka

niedziela, 05 września 2010
List otwarty do Ewy Bieńczyckiej
który przestał pełnić rolę fragmentu


Ewa Bieńczycka posiada plan jak powstrzymać portale przed upadkiem. Zakaz powrotu sieciowym mętom albo negatywna weryfikacja uniemożliwiająca publikacje na kilku portalach jednocześnie, to sam miód, który uwolni portale przed staczaniem się w rynsztok. Mamy też w tym katalogu porad od serca segregację rasową, która jednych czyni obcymi duchowo, innych znowu osamotnionych, ale wojujących na blogach, świadomych swoich słabości i nieatrakcyjności wobec wielkich, literackich, portalowych korporacji, wyposażonych w niebotyczne sumy i nowoczesne narzędzia, służące do kastracji, usuwania parków, skwerów i w ogóle literackiej, netowej zieleni, stawiając za to oszklone gmaszyska, które uwodzą znowu te odmęty świata tego. Subtelniej - doradza Ewa Bieńczycka - bez administracyjnego terroru, można doprowadzić i do takiej sytuacji, gdzie taki jeden z drugim poetomęt, publikujący gdzie popadnie te swoje wiersze, duchowo pokrętny i ubogi, sam, z własnej, dobrej, ale wymuszonej woli, wobec jeszcze niesprecyzowanego zestawu zachowań portalowej społeczności zrozumie, że na najważniejszych portalach jest mu po prostu źle i smutno i sam, jak przystało na naznaczonego, opuści najważniejsze portale literackie. Tym oto sposobem świat wypięknieje, duchowo się odrodzi a reszta przepadnie jak taśmy filmów moralnego niepokoju, zbierające kurz na półkach cenzorów.

Ewa Bieńczycka pisząc list otwarty do portalu Rynsztok bierze pod uwagę i taki scenariusz, który definicję prawdziwego portalu poetyckiego ogranicza do automatycznego przyciągania osamotnionych ludzi, którzy tę swoją samotność na swoich blogach konspiracyjnie pielęgnują. Otóż mogłoby się naprawdę pozmieniać - a sądząc z innowacyjnego tonu naprawy nieznośnego stanu rzeczy - mogłoby się pozmieniać w ogóle gdzie popadnie, gdyby tylko porozsyłać imiennie zaproszenia (na wypadek, gdyby automatyzm zawiódł lub/i  zawiódł gdzieniegdzie). I jedno i drugie, czyli automatyczne przyciąganie i imienne zaproszenie nie tylko doprowadziłyby do zaistnienia tego prawdziwego portalu poetyckiego, ale - podejrzewam - równie automatycznie pojawiłaby się i obscena/skandal/anomalia oraz święte oburzenie internetowych mieszczuchów.
Ewy Bieńczyckiej list otwarty, który niczym Wojaczkowa Prośba jest maksymalnie skoncentrowana nie na podmiocie, do którego się zwraca, ale na tych swoich listkach wstydu, którymi wymachuje, w rezultacie sprowadza całą swoją  nadwrażliwość do poziomu wpisu, który na koniec listu otwartego do portalu Rynsztok cytuje. Parafrazując jego treść wystarczyłoby przecież napisać, ze w portalach literackich nie lubię samego ich istnienia. To znaczy lubię, jak podmiot liryczny u Wojaczka lubi adresata, do którego kieruje swój list otwarty, który ze względu na czasy w których żył nie nazywa listu otwartego listem otwartym tylko Prośbą. 
piątek, 03 września 2010
Fragment listu otwartego do Ewy Bieńczyckiej
Który doczeka się rzecz jasna kontynuacji


Przestałem odwiedzać najważniejsze portale literackie. W sumie nigdy nie wiedziałem który portal jest najważniejszy lub które portale należą do rodziny tych istotnych. Ale odkąd Ewa Bieńczycka wyznała, że te najważniejsze portale miała przyjemność poznać, to uznałem, że i ja też te najważniejsze portale znam. To nic, że to nie są te same portale, które odwiedza Ewa Bieńczycka. Aksjologia ma przecież to do siebie, że w rękach poszczególnych osób potrafi dokonać zmiany treści i równie błyskotliwie prężyć się na kocu, pod śliwą, w jakiś letni, długi dzień.
Dlatego też nie towarzyszy mi dyskomfort pojawianiu się na tych mniej ważnych portalach ani nie rozpiera mnie duma jeżeli w szaleństwie klawiatury/zakładek/myszki zajrzę na ten jeden, wybrany, najważniejszy portal.  Z mojej wieloletniej obserwacji wnioskuję, że tylko te się liczą, w których albo uczestniczymy, albo którym przyglądamy się niewinnie zza winkla. Ewa Bieńczycka we wstępie do listu otwartego do portalu Rynsztok, wyznaje, że zagląda do wszystkich najważniejszych portali. Z reakcji Ewy Bieńczyckiej wynika, że wszystkie najważniejsze portale literackie dotyka głęboka erozja, szczególnie rzecz dotyczy portalu Rynsztok. Dlatego postanowiła dać wyraz swoim przemyśleniom/sugestiom.

Właściciel Rynsztoka, Przemek Łośko, pyta na rynsztokowym forum o sens kontynuowania portalu. Nie znam właściciela Rynsztoku, ale wydaje mi się, że postawił sprawę uczciwie. Pomysł prowadzenia portalu przestał być interesujący/inspirujący, stracił swoją pierwotną rolę, zamazała się celowość, portal zmierza donikąd. Nie wiem czy tak jest, czy Przemek Łośko myli się w ocenie, jestem jednak przekonany, że za kilka miesięcy, może za rok, portal zostanie zamknięty. I lepiej dla portalu, żeby nie dopuścić do sytuacji, kiedy jedyną alternatywą pozostanie założenie kłódki. Dzisiaj jeszcze decyzję, wątpliwości można omówić w szerszym gronie, za chwilę nawet ten rodzaj aktywności zostanie uznany przez  twórcę za ekstrawagancję. Nawet jeżeli Rynsztok należy do elity tych najważniejszych portali, to jak widać na załączonym obrazku, musi istnieć widać istotny powód dla którego twórca portalu poddaje w wątpliwość kontynuowanie czegoś, co przestało zmierzać w sensownym kierunku.
Nie zaglądałem do tej pory na Rynsztok, ale wątek założony przez jego twórcę, który wywołał reakcję Ewy Bieńczyckiej, przeczytałem z uwagą.  Nie znalazłem tam żadnego rzeczowego programu odnowy. Pojawiają się obserwacje natury psychologicznej, no, obowiązkowe gesty, typu: nie możesz, nie warto, trzeba na posterunku, jesteśmy z tobą, kochamy cię oraz mistyczne  zajawki typu, to miejsce dotknęła Moc, itd. To ważne gesty, na pewno. Ale niczego nie zmieniają w netowej przestrzeni. Jaki jest więc powód utrzymywania przy życiu fragmentów internetu?
cdn