|
Archiwum
O autorze
Ostatnie wpisy
Zakładki:
O literaturze i nie tylko
Fora/Portale literackie
Inne
Możesz do mnie napisać
Politycznie i nie tylko
Strony autorskie
Wschowa
Tagi
|
Wpisy z tagiem: Poetomęt
niedziela, 05 września 2010
List otwarty do Ewy Bieńczyckiej
który przestał pełnić rolę fragmentu
Ewa Bieńczycka posiada plan jak powstrzymać portale przed upadkiem. Zakaz powrotu sieciowym mętom albo negatywna weryfikacja uniemożliwiająca publikacje na kilku portalach jednocześnie, to sam miód, który uwolni portale przed staczaniem się w rynsztok. Mamy też w tym katalogu porad od serca segregację rasową, która jednych czyni obcymi duchowo, innych znowu osamotnionych, ale wojujących na blogach, świadomych swoich słabości i nieatrakcyjności wobec wielkich, literackich, portalowych korporacji, wyposażonych w niebotyczne sumy i nowoczesne narzędzia, służące do kastracji, usuwania parków, skwerów i w ogóle literackiej, netowej zieleni, stawiając za to oszklone gmaszyska, które uwodzą znowu te odmęty świata tego. Subtelniej - doradza Ewa Bieńczycka - bez administracyjnego terroru, można doprowadzić i do takiej sytuacji, gdzie taki jeden z drugim poetomęt, publikujący gdzie popadnie te swoje wiersze, duchowo pokrętny i ubogi, sam, z własnej, dobrej, ale wymuszonej woli, wobec jeszcze niesprecyzowanego zestawu zachowań portalowej społeczności zrozumie, że na najważniejszych portalach jest mu po prostu źle i smutno i sam, jak przystało na naznaczonego, opuści najważniejsze portale literackie. Tym oto sposobem świat wypięknieje, duchowo się odrodzi a reszta przepadnie jak taśmy filmów moralnego niepokoju, zbierające kurz na półkach cenzorów. Ewa Bieńczycka pisząc list otwarty do portalu Rynsztok bierze pod uwagę i taki scenariusz, który definicję prawdziwego portalu poetyckiego ogranicza do automatycznego przyciągania osamotnionych ludzi, którzy tę swoją samotność na swoich blogach konspiracyjnie pielęgnują. Otóż mogłoby się naprawdę pozmieniać - a sądząc z innowacyjnego tonu naprawy nieznośnego stanu rzeczy - mogłoby się pozmieniać w ogóle gdzie popadnie, gdyby tylko porozsyłać imiennie zaproszenia (na wypadek, gdyby automatyzm zawiódł lub/i zawiódł gdzieniegdzie). I jedno i drugie, czyli automatyczne przyciąganie i imienne zaproszenie nie tylko doprowadziłyby do zaistnienia tego prawdziwego portalu poetyckiego, ale - podejrzewam - równie automatycznie pojawiłaby się i obscena/skandal/anomalia oraz święte oburzenie internetowych mieszczuchów. Ewy Bieńczyckiej list otwarty, który niczym Wojaczkowa Prośba jest maksymalnie skoncentrowana nie na podmiocie, do którego się zwraca, ale na tych swoich listkach wstydu, którymi wymachuje, w rezultacie sprowadza całą swoją nadwrażliwość do poziomu wpisu, który na koniec listu otwartego do portalu Rynsztok cytuje. Parafrazując jego treść wystarczyłoby przecież napisać, ze w portalach literackich nie lubię samego ich istnienia. To znaczy lubię, jak podmiot liryczny u Wojaczka lubi adresata, do którego kieruje swój list otwarty, który ze względu na czasy w których żył nie nazywa listu otwartego listem otwartym tylko Prośbą. |