|
Archiwum
O autorze
Ostatnie wpisy
Zakładki:
O literaturze i nie tylko
Fora/Portale literackie
Inne
Możesz do mnie napisać
Politycznie i nie tylko
Strony autorskie
Wschowa
Tagi
|
Wpisy z tagiem: Kręgi obcości
niedziela, 19 września 2010
Wyznania II
Przy okazji Kręgów obcości Michała Głowińskiego
A wracając dzisiaj, trochę samochodem, trochę nie-samochodem, znowu natknąłem się na ambulans. Stał w tym samym miejscu, na chodniku, przed tym samym jednorodzinnym domem, który to dom stoi w rzędzie identycznych jednorodzinnych domów, a wyróżnia się na tle pozostałych masą papieru, którym jest obklejony. To są jakieś reklamy firm lub może jednej firmy oraz działalności, którą domownicy prowadzą zdaje się z sukcesami. W tym domu mieszka kobieta z synem i jego żoną. Dwa lub trzy dni temu, tę samą drogę pokonywałem nie-samochodem, bo też ta część miasta nadaje się jedynie do pieszych wycieczek i naturalnie łączy się z inną częścią miasta, która pozbawiona jest już tej bezpretensjonalności. I ten ambulans tam stał i w pierwszej chwili, zupełnie bezrefleksyjnie, uznałem, że pojawił się tam w jednoznacznych zamiarach. Obok ambulansu stała ta kobieta, która dzieli dom z synem i jego żoną, wydawało mi się, że czyści szybę od strony kierowcy i dzisiaj jak sobie ten obraz przywołuję, to widzę nie tyle kobietę, która tę szybę przemywa - a przecież myślałem, że ambulans pojawił się, bo jakiś nagły wypadek miał miejsce - ale raczej traktuje ten pojazd, szybę, jako coś, czemu należy się dobrze przyjrzeć, zajrzeć w każdą szczelinę a jednocześnie była w jej ruchach jakaś uległość, zupełnie dla mnie niezrozumiała wtedy. W każdym razie byłem przekonany, że musiało coś się wydarzyć, jakieś zasłabnięcie lub coś poważniejszego i widok tej kobiety był wtedy dowodem na to, że jak to bywa w takich skupiskach, jednorodnych i monotonnych zabudowań, wszyscy zaraz wybiegną, podbiegną do tego ambulansu i będą do niego zaglądać, szyby wycierać, żeby dobrze tam zajrzeć do środka, żeby kierowcę udobruchać, żeby nie jechał, tylko poczekał jeszcze chwilę, bo nie wszystko się jeszcze widziało, a w życiu przecież idzie o to, żeby mieć dostęp do aktualności z pierwszej ręki. Jednak dzisiaj ten ambulans znowu stał w tym samym miejscu. Tym razem nikt go nie skrobał ani nie ocierał się o niego. Wydawał się już obiektem zaadoptowanym, pogodzonym i wrośniętym w ten krajobraz. I przez chwilę zawahałem się. Bo może ten ambulans właśnie, widziany dwa czy trzy dni wcześniej, wywołał wspomnienie tego pociągu z dzieciństwa, a nie jak myślałem wczoraj, Kręgi obcości. Bo prawdę mówiąc ta karetka reanimacyjna wydała mi się wtedy właśnie czymś czego nie byłem pewien. Być może, między pierwszym jej pojawieniem się a dzisiejszym, towarzyszyło jeszcze jakieś pośrednie spotkanie, np. wczoraj lub przedwczoraj (co jest zresztą bardzo możliwe, bo często tamtędy chodzę, paląc papierosy i tam gdzieś, właśnie na przeciw tego domu, a teraz na przeciw ambulansu, niedopałki wyrzucam gdzie popadnie, bo tam z kolei jest trudno o jakiś kosz a nie zawsze mam ochotę na trzymanie niedopałka w palcach przez kolejne minuty jak jakieś trofeum, bo to żadne trofeum jednak nie jest tylko jakiś przemilczany dowód jakiegoś końca) a stojący ambulans przecież bez celu i jedynie doglądany przez tę kobietę, której syn mieszka w tym samym domu ze swoją żoną, uznałem właśnie za coś, co jest dalekim echem tego pociągu i wagonów na skrzyżowaniu. A więc wydarza się jedynie we mnie, a skoro tak jest, to muszę to odczytać w jakiś sensowny sposób. Bo że wtedy ten pociąg pojawił się we mnie samym i nikt nigdy nie potwierdził przejazdu pociągu po torach niedaleko mojego domu. uznałem właśnie za jeden z wielu, nakładających się na siebie elementów oddzielających mnie od tego wszystkiego co mnie otacza. Wtedy - wrócę jeszcze do tego - był to efekt, podejrzewam, traumy. A dzisiaj? Co mianowicie miałby ten ambulans? Ze mną? Wspólnego ze mną? Wyznania I
Przy okazji książki Michała Głowińskiego Kręgi obcości Przypomniałem sobie pociąg, który widziałem jako nieledwie wystający skądkolwiek dzieciak, niemowlak prawie, bo zdaje się dwuletnie dzieci nawet wyrośnięte nie są zbyt widoczne, a przynajmniej wtedy, kiedy mnie samemu zdarzyło się mieć dwa lata. I chociaż byłem wysokim jak na swój wiek chłopcem, to ten okres i moje otoczenie wspominam jako miejsce, gdzie wszystkie możliwe sprzęty przerastały mnie, odpychały od siebie i zawężały pole widzenia. Wspominam o tym przy okazji Kręgów
obcości Michała Głowińskiego. Właśnie ten pociąg, który przez
wiele lat funkcjonował we mnie w formie nierozstrzygniętego
konkursu, ponieważ miejsce w którym go zobaczyłem, musiałem w
późniejszych latach konfrontować z obrazem, który nijak się miał
z tym pierwszym zapamiętanym obrazem z dzieciństwa. Była to dla
mnie na tyle istotna zagadka, że odpowiedzi nie szukałem poza sobą.
Jakbym już wtedy zdawał sobie sprawę, intuicyjnie, że rzecz nie
rozgrywała się w rzeczywistości, na krzyżówce, zaraz obok domu,
w którym mieszkałem, tylko, że wydarzyła się we mnie, więc też
odpowiedź na pytanie, dlaczego w drugim roku życia pojawił się
na krzyżówce pociąg, w chwili, kiedy matka wysiadała z samochodu,
trzymając w ręce moją dopiero co narodzoną siostrę, miała
pozostać na długie lata przemilczana? Pamiętam jakiś koc, bury,
taki który w naszym domu przez długie lata służył jako podkładka
dla prasowanych sukienek i tego typu rzeczy, narzucony na głowę
mojej siostry; ja właśnie pojawiam się za matką, nagle i zanim
wejdę do domu, po betonowych schodach, przez krzyżówkę przejeżdża
lokomotywa i za nią wagony. I potem jakby mi ktoś ten koc zarzucił na głowę, drzwi za którymi przed chwilą zniknęła matka z moją pierwszą, nową siostrą rozmywają się, korytarz do połowy potraktowany lamperią o sraczkowatym kolorze, zapada się, ja znikam z całą moją przeklętą przeszłością i pojawiam się przed samym sobą i w swojej prywatnej historii kilkanaście miesięcy później, kiedy moja siostra płacze w łóżeczku, rodziców nie ma w domu, a ja wrzucam do jakiegoś kubka kostki cukru, które kostkami cukru nie są, ale drobnymi klockami i przekonuję tę małą, rozwrzeszczaną płaksę, że cukier uśmierza ból i samotność. A potem znowu ten obraz się nagle rozpada i pojawiam się coraz starszy, a obrazy ciągną się jak guma, są wyraziste i żałuję, że moja pamięć je przetrzymuje.
|