Blog prowadzony przez Rafała Klana
O autorze
stat4u

Wpisy z tagiem: rewolucja

wtorek, 02 lutego 2010
Od ośmiu lat ,,Raczej Poświatowska"
Osiem lat temu Jarosław Lipszyc miał powiedzieć: Raczej Poświatowska i niekoniecznie rzecz dotyczyła poetki. Chociaż  autorka Hymnu bałwochwalczego nie stała się pretekstem do dyskusji nad jej poetyckimi talentami, to na pewno, wtedy, ale i jeszcze do niedawna, traktowano wypowiedź Lipszyca jako diagnozę. Raczej Poświatowska stała się patronką tradycyjnej  treści i formy literatury zamieszczanej w sieci.

Wypowiedź Lipszyca była reakcją na tekst Jarosława Klejnockiego. Potem - jak ktoś jeszcze pamięta, dołączyli się Igor Stokfiszewski i Piotr Marecki. Nie czas teraz przeglądać tę dyskusję od nowa. Ale niewątpliwie do dzisiaj z tej dyskusji pozostało wciąż aktualne pytanie o jakość literatury publikowanej w sieci. Z czego - muszę zaznaczyć po raz kolejny - zainteresowany jestem tylko i wyłącznie literaturą zamieszczaną przez tzw. amatorów, półamatorów, itp. Bo jeżeli wtedy literatura w sieci przybierała tradycyjny kształt, to z pewnością ton nadawali  profesjonaliści, pisarze, którzy na dłużej lub krócej związali się z nowym medium. Taka po prostu była wtedy literatura. Taka jest zresztą i dzisiaj. Poza małymi wyjątkami. Wtedy niewątpliwie powieść Absolutna amnezja Izabeli Filipiak mogła wyznaczyć nowe kierunki poszukiwań, ale dyskusja wokół książki rozbijała się często o wartości ideologiczne, kto był małym chłopcem, a kto małą dziewczynką, przysłaniając potencjał książki. I w sumie powieść Filipiak w moim odczuciu wykopała rów, nad którym dzisiaj już nikt się nie pochyla. Dzisiaj podobną rolę pełni w literaturze Lubiewo Michała Witkowskiego.

Na pewno zaś nowego kierunku nie wyznaczają pisarze, których wyznaczył Igor Stokfiszewski w Zwrocie politycznym. To, że Mariuszowi Sieniewiczowi serce bije po lewej stronie może być pewnie pomocne w ustaleniu jednolitego kodu, stwarzania miejsca dla nowej lewicy i jej konstytuowania się. Natomiast treść literatury wciąż nie ulega zmianie. Zwrot polityczny, którego doszukuje się Stokfiszewski w różnych artykulacjach różnych twórców nie przekłada się jeszcze na nową, być może rewolucyjną, a więc nietradycyjną literaturę. A jeżeli nie ma awangardy na zewnątrz, to trudno o jej odpryski w internecie. Przynajmniej jeżeli rzecz dotyczy twórców mainstreamu.

Jarosław Lipszyc w Raczej Poświatowska próbując objąć różnorodną działalność literacką w sieci pisze m.in. o literackich portalach. Taki fragment np.: publikować może praktycznie każdy - ze wszystkimi tego konsekwencjami. Efektem zazwyczaj jest kosmiczny bałagan i zniechęcenie czytelnika po pierwszych kilkunastu tekstach. (J. Lipszyc, Raczej Poświatowska [w:] Liternet.pl, pod. red. P. Mareckiego, Kraków 2003, s. 250)

Co ciekawe, minęło osiem lat od publikacji tekstu w GW, a słowa Lipszyca wciąż są aktualne. Jak pisałem na przykładzie Portalu literackiego Fabryka Librorum, ten mechanizm początkowo nie istniał. Nie każdy mógł publikować, a kosmiczny bałagan w rękach redaktorów zmieniał się w jakiś porządek w trakcie publikacji tekstów na głównej stronie z dodatkowymi, wartościującymi oznaczeniami, itd. Pisałem o tym tutaj.

Ciekawe jest również i to, że ten kosmiczny bałagan nikomu od ośmiu lat nie przeszkadza. Co jakiś czas pojawiają się nowe portale, gdzie każdy może umieścić swój tekst, a niechęć czytelnika jak towarzyszyła mu w 2002 tak towarzyszy w 2010 roku. Z tego rzecz jasna można wyciągać wnioski radykalne:  portalom nie zależy ani na czytelniku, ani na publikowanym tekście, ani na sensownej relacji autor-czytelnik/komentator.
Na czymś jednak właścicielom tych stron zależy. Pytanie brzmi oczywiście: jeżeli nie tekst, nie autor, ani czytelnik, to kto lub co jest przedmiotem zainteresowania takiego portalu.

Odpowiedzi jest kilka i spróbuję w następnym wpisie na przykładzie Forum Prozatorskiego odpowiedzieć na  postawione pytanie.

Warto jeszcze zasygnalizować problematykę.

Wydaje mi się, że po pierwsze problem leży w popularnych skryptach, które są wykorzystywane do zakładania for i portali. Struktura  takiego skryptu jest hierarchiczna, tradycyjna, przez to sprzeczna z ideą nowoczesnego medium jakim jest internet. W związku z tym w samo forum wpisana jest wewnętrzna sprzeczność, którą próbuje się przezwyciężyć i która jednocześnie ogranicza. Mamy więc formalną przeszkodę, którą zresztą w dwóch miejscach w sieci próbowano przezwyciężyć, proponując nowe, inne rozwiązanie, polegające na stworzeniu czegoś na kształt e-zina, cyklicznej, zewnętrznej prezentacji wybranego dorobku forum. Co na pewno jest samo w sobie ciekawą próbą przezwyciężenia kosmicznego bałaganu.

Innym problemem jest, ze tak się wyrażę starszyzna takiego portalu, wybierana nie w ramach literackich predyspozycji, ale według innego, nieliterackiego klucza. A przynajmniej nie tylko.

No i sprawa ostatnia, to właśnie dotychczasowy problem z wyłanianiem literatury z nie-literatury i wiążące się z tym konsekwencje.
 


niedziela, 31 stycznia 2010
Janina Duszejko widzi sprawy jaśniej
Im dłużej przyglądam się Janinie Duszejko, tym więcej mam wątpliwości.

Trzeba jednak najpierw zebrać materiały, a potem wyciągać wnioski. Przeglądam Prowadź swój pług przez kości umarłych, żeby odpowiednie materiały zebrać w jednym miejscu. Nie jest to znowu takie proste. Nie dlatego, że materiał jest zagmatwany. Po prostu brakuje czasu, więc przejrzałem na razie 1/4 powieści Olgi Tokarczuk.

Duszejko jest właściwie samotną kobietą. Mieszka w opustoszałej osadzie. Ma dwóch sąsiadów. Z czego jeden umiera na początku powieści. Drugi będzie żył do końca. Jeżeli tego pierwszego, Wielką Stopę, omija szerokim łukiem, to drugiego spotyka raz na kilka dni. Poza tym cała trójka mieszka od siebie oddalona, w osobnych domach, więc większość czasu Duszejko spędza samotnie, bez ludzi. Mówię na razie o tej 1/4 części książki, bo potem jeszcze kilka faktów z jej życia pojawi się na kartach powieści, np. tłumacz-amator Wiliama Blake'a, który od czasu do czasu wpada do Duszejko i omawiają wspólnie prace nad przekładem.

Jej samotność w obliczu walki, którą podejmuje którą zresztą prowadzi dużo wcześniej przed wydarzeniami opisanymi w książce czyni jej starania marginalnymi. Chciałaby bronić zwierząt przed kłusownikami, ale na razie rejestruje tylko ich zbrodnie, próbując od czasu do czasu wpłynąć na któregoś z nich. Na przykład na Wielką Stopę, uwalniając sukę, która podczas nieobecności właściciela, wyje zamknięta w stodole. Wszystko co może zrobić Duszejko, to uwolnić sukę, ale poza tym aktem nie ma żadnego planu, więc suka i tak wraca do Wielkiej Stopy. Co z tego wynika? Prawdopodobnie tyle, że Duszejko działa pod wpływem impulsu. Jej działania są chaotyczne i w rezultacie nawet jeżeli dokona jakieś śmiałego kroku, to nie potrafi przewidzieć  konsekwencji. Więc jak w przypadku suki Wielkiej Stopy wszystko wraca do normy. Uwolnienie suki staje się ciężarem dla samej Duszejko. Wypuszcza sukę na zewnątrz i pies wraca do właściciela. A właściciel ponownie zamyka psa w stodole.

Poza policją Duszejko nikogo nie informuje o nieludzkim traktowaniu zwierząt przez swojego sąsiada. Raczej, właśnie dlatego, że wiedzie życie pustelnika, bliższe są jej rozwiązania radykalne.

Po rozmowie z komendantem policji pojawia się pierwszy raz sformułowana przez Duszejko strategia, która organizuje jej życie. I to jest Gniew, który według Duszejko zaprowadza porządek w świecie oraz - i to jest na pewno ważne - Gniew sprawia, że pojawia się w Duszejko dar jasności widzenia (s. 43).
Gdyby złożyć to wszystko w całość, to można zaryzykować na tym etapie taką tezę: Tokarczuk kreśli bohatera na wzór pustelnika, oddalonego od zgiełku, odrzucające zdobycze nauki (np. psychologię i socjologię - s. 32), zdobycze cywilizacji (np. telewizję - ogląda tylko i wyłącznie program z prognozami i omówieniami pogody - s. 56). Dzieli ludzi na trzy kategorie: narciarzy (to hedoniści), alergicy (zawsze na wojnie) i kierowcy (biorą los w swoje ręce). Wiedzę o ludziach i wydarzeniach bierze z astrologii. Innymi słowy jest to współczesny odpowiednik biblijnego proroka, jasnowidza. Zamiast słowa od Boga ma astrologię i układ planet. Ten kontekst proroka jest nie tylko ważny dla zrozumienia samej Duszejko, ale również stawia pytanie o rolę, jaką przypisała Tokarczuk swojej bohaterce. Bo na tym etapie można przypuszczać, że nie tyle autorce powieści idzie o naprawianie świata, ile o informowanie świata, że zmierza w niewłaściwym kierunku. Czyli, jak w przypadku historii wszystkich starych proroków komunikat jaki jest wysyłany w eter brzmi mniej więcej tak: świat jest od fundamentów zgniły, nie da się go zmienić doraźnymi krokami, zmierza w przepaść, żeby to zmienić świat musi zmienić kierunek, a to znaczy, że jego dotychczasowe fundamenty muszą zostać naruszone. Musi nastąpić rewolucja. Kiedyś. W przyszłości. Duszejko tak jak i prorocy jest tej rewolucji zapowiedzią. Ale kiedy ona nastąpi tego nikt nie wie.

Duszejko więc niekoniecznie musi rozumieć rolę jaką ma do odegrania. Ponieważ jak każdy jasnowidz/prorok niekoniecznie rozumie, że przedmiot buntu nie ulegnie ani dzisiaj, ani jutro redukcji. Rewolucja nie zostanie podchwycona przez społeczeństwo. Zadaniem jest tylko głosić, nic więcej, zapowiadać kataklizm. To, że Duszejko czasami podejmuje jakieś działania (jak choćby z suką Wielkiej Stopy) jest wynikiem jej niecierpliwości i działania czysto ludzkiego. Prawdopodobnie nie układ planet (czyli głos Boga) podpowiada Janinie Duszejko potrzebę działania, a ona sama, jej samotność, brak odzewu. Mamy więc nie tyle dramat zwierząt w tej powieści, ile naturalny dyskomfort kogoś, kto podejmuje samotną walkę, która toczy się nie tylko na zewnątrz, ale również między doświadczeniem nadnaturalnym (czytanie z układu planet) a swoją własną, słabą, tylko ludzką psychiką.