Blog prowadzony przez Rafała Klana
O autorze
stat4u

Wpisy z tagiem: Kierkegaard

poniedziałek, 15 lutego 2010
Janina Duszejko żyje poza ogólnością
Podskórnie czuję, że wszystko idzie w złym kierunku. Od samego początku mam złe przeczucia. Począwszy od informacji o kryminale, plątających się pod nogami wzmiankach o pastiszu, skończywszy na thrillerze moralnym. Potem dochodzą do tego Czechy, w tv zaproszona krytyczka literatury oznajmia, że bardzo tutaj Czechami pachnie, panie, bardzo. Do ogniska zaprasza się Elisabeth Costello. Elisabeth Costello wstawia się punktualnie i podbija kartę pracy. Niezawodnego Williama Blake'a znowu spotykam pod wpływem wizji. Niewątpliwie J.M. Coetzee jest wegetarianinem, a Peter Singer autorem Wyzwolenia zwierząt.

Na koniec Janina Duszejko ma przed oczami możliwie najwięcej wydrukowanych programów telewizyjnych możliwie największej liczby kanałów. I na przekór wszystkim krytykom literackim prowadzi analizę zależności między konkretną ofertą telewizyjną a układem planet. Przypomina mi to trochę pewien eksperyment, do którego zachęcają Dyskordianie. Zalecają słuchać naraz kilkadziesiąt różnych stacji telewizyjnych. Jest to – przekonują Dyskordianie – język jakim przemawia do nas świat.


Mam tak samo. Z różnych stron przemawiają do mnie różne gatunki, wpływy, konteksty – to zrozumiałe. Im więcej tym pozornie lepiej. Pozornie przecież z tych wszystkich głosów powinien układać się w końcu jakiś wzór. I nawet, nie powiem, układa się. Sama Olga Tokarczuk powiedziała, że zamarzyła się autorce rzecz lekka, łatwa i przyjemna. Rodzaj odpoczynku. Dobrej energii. Wyciszenia. Sama przyjemność. Tylko dlaczego nie potrafię sobie tej lekkości przyswoić. Dlaczego mnie ta łatwość i przyjemność gnębi po nocach? Bo – jak moja matematyczka w podstawówce powtarzała – najtrudniejsze są rzeczy łatwe?  A może dlatego, ze nie  mam innych zmartwień na głowie? I lepiej, żebym w końcu wziął się za odśnieżanie, bo nadciąga  dziewiąty atak zimy tej zimy?

Po prostu nie wierzę, że można tę książkę ot tak przeczytać, przetrawić i podać na tacy zimne przekąski. Owszem, może na zimno, chociaż na pewno z wypiekami na twarzy szukam śladów, próbując dotrzeć do Duszejko. Przeglądam co piszą o Williamie Blake'u, co pisze jeden z drugim o jego micie, szczególnie na temat Pierwszej księgi Urizena, bo przecież sama Duszejko i jej były uczeń, Dyzio, szczególnie Dyzio, zajmują się właśnie tłumaczeniem tej księgi. Duszejko jest pod jej wpływem – bez dwóch zdań. Gdyby to był wpływ jedynie intelektualny, wtedy pojawia się tyle możliwości, porównań, poszukiwań. Kto wcześniej powiedział to lub tamto. Ale nie, to nie jest wpływ intelektualny, to jest wpływ duchowy, który Duszejko przeobraża i nie jest to jakaś płytka, papierowa, popkulturowa przemiana. Przybiera ona najgłębszy wymiar jaki jest mi znany. Pozbawiający rozum oręża, za to współodczuwający z całym Wszechświatem. Dolegliwości pisane wielką literą, które od czasu do czasu nawiedzają bohaterkę Tokarczuk czy nie są tym samym, co przetrącone biodro Jakuba lub dolegliwość oczu Pawła, który kiedyś był Szawłem, a który od czasu do czasu narzekał w listach kierowanych do wspólnot wierzących na problemy z wzrokiem? I jak tłumaczyć słowa Janiny Duszejko, kiedy domaga się od lekarze czegoś, co by ją znieczuliło? Nie chce odczuwać, koniec zmartwień, spać. Czy nie jest to efekt właśnie kruchego naczynia, które zostaje dopuszczone jak w przypadku Jakuba czy Pawła do spotkania z ponadludzkim, pozarozumowym? I czy nie jest tak, ze kiedykolwiek dochodziło do spotkania, zderzenia się tych dwóch światów, kruche ciało ludzkie doznawało uszczerbku? Z  największym trudem nosiło w sobie 'absurd' tego doświadczenia, które łączy duchowe z materialnym w doczesnym świecie? I które zarazem tęskni do pozbawienia się kruchego naczynia by w końcu przejść na drugą stronę?   

Duszejko przez fakt odtrącenia logiki Urizena nadaje moim próbom zbliżenia się do niej jakąś szczególną, wyjątkową bezradność. Nie znam, a przynajmniej nie miałem okazji w ostatnich latach spotkać na kartach polskiej literatury kogoś kto z taką bezwzględną śmiałością przeciwstawia się rozumowi, mówiąc, że jego reguły są głupie i sztywne. Dlatego mam wątpliwości. Czy doprawdy ta kobieta byłaby wymarzoną sąsiadką jak pisze jeden z autorów recenzji? I czy czasami fakt, że Duszejko przeciwstawia serce rozumowi nie jest przyczynkiem do rozpoznania bohaterki w recenzjach książki  Tokarczuk jako starej wariatki lub dziwaczki? Bo przecież Elisabeth Costello, którą się przy okazji przywołuje, mając w pamięci Żywoty zwierząt J.M. Coetzeego, stosuje podobną strategię na płaszczyźnie idei, ale sama walczy z akademicką bezpłodnością, kręceniem się w kółko, zjadaniem własnego ogona. Jest pisarką zaproszoną przez amerykański uniwersytet, na którym wygłasza dwie zaskakujące mowy na temat zwierząt. Czy ktoś w związku z tym powie o Costello, że jest niegroźną wariatką? Dziwaczką? A przecież staje po tej samej stronie co bohaterka Tokarczuk. Wystarczy  wyobrazić sobie Elisabeth Costello kilka tysięcy kilometrów dalej, nie przemawiająca na uniwersytecie, ale próbującą przekonać funkcjonariusza Straży Miejskiej jak to czyni Duszejko. Musi zrezygnować z języka, którym posługuje się środowisko akademickie. Niech przekona nie tylko funkcjonariusza, niech przekona kogokolwiek. Tokarczuk w pewnym sensie sprowadza dyskusję o zwierzętach z akademickich wyżyn do Kotliny Kłodzkiej. Teorię akademickiego wykładu wprowadza w czyn. Sprawdza siłę tego przekazu. W rezultacie staje się zwykłą jakich wiele dziwaczką. Jakby zbierała koperty z całego świata i pisała petycje do Watykanu z prośbą o kopertę do kolekcji,  którego urzędnicy nie mają czasu ani wyrozumiałości dla petenta. No takich dziwaków jest mnóstwo. Dlatego  Olga Tokarczuk wyposaża Janinę Duszejko nie w miecz jakiejś idei, ale w coś, co w rozmowie z funkcjonariuszem Straży Miejskiej przeradza się w mistyczne uniesienie. Staje się medium i wypowiada słowa, których, jak mówi,  nie potrafi  powstrzymać, a źródło samych słów pochodzi 'skądś'. Bohaterka   jak przystało na mistyczne przeżycie jest pod wpływem 'stanu jasności'. Ogarnia ją 'świetlista aura',  unosi się nad ziemią (no, niedosłownie przecież). Poza tym jako medium przestaje Duszejko interesować czy jest słuchana czy nie. Mówi cicho ze wzrokiem wbitym w ziemię. Istotny jest przekaz. Musi zostać wyartykułowany.

Uwidacznia się więc istotna różnica między Costello a Duszejko. Pierwsza na zaproszenie uniwersytetu wykład swój prowadzi przed elitą. Duszejko nawet słuchaczy zostaje pozbawiona. A może nie, bo przecież słucha Duszejko pies, Pudel. Bohaterka Coetzee'ego może liczyć na szerokie omówienie wykładu. Duszejko zarabia na opinię starej wariatki, śmiech i powszechną opinię o starszych kobietach, których opieka nad zwierzętami przekracza dobry smak.

Ale linia podziału między Costello a Janiną Duszejko biegnie również na innym poziomie. Być może fundamentalnym dla zrozumienia bohaterki Olgi Tokarczuk. Duszejko staje się rzecznikiem porządku, 'boskiego' prawa. W sensie Blake'owskim jest powiernikiem Raju i zapowiada nadejście świata bez Upadku, bez Urizena, bez Szatana. W tym sensie samotność Duszejko nie jest jedynie wynikiem odrębnego  ujęcia priorytetów, ale jest samotnością totalną, zupełną, nie poddającą się jakiejkolwiek racjonalnej ocenie. Albo – powołując się na Kierkegaardowskie rozróżnienie między tym co ogólne a tym co jednostkowe – Duszejko żyje poza ogólnością i na swojej drodze nie spotka przyjaznej duszy. Nie jest bohaterką tragiczną, która wzbudza współczucie i zadumę nad ludzkim losem. Nie. Jest ponad tym, a przez to nie poddaje się ot prostej próbie przyłączenia jej do ogólnie pojętych wartości. Ten kto próbuje dokonać jej oceny czy to krytyk literacki, czy bohater książki może jedynie przywołać kategorię dziwaczki, starej wariatki, względnie okazać sympatię powołując się na jej poczciwość, wrażliwość, itp. W ten sposób będzie można powieść zaliczyć do kryminału lub thrillera moralnego lub antykryminału, za to umknie czytelnikowi element przypowieści lub mistycznie moralizującego traktatu. Bo pomijając metafizykę, mistyczne uniesienia Janiny Duszejko, głęboką powagę z jaką Duszejko traktuje słowa Blake'a oraz wewnętrzną potrzebę wprowadzania słów nie poety Blake'a, ale proroka Williama Blake'a w czyn, ten dostrzeże jedynie morderstwa, krytykę współczesnego świata, kościoła, itd. A w konsekwencji za nic w recenzjach książki nie będzie chciał taki krytyki ujawnić sprawcy morderstw jakby ujawnienie tej tajemnicy cokolwiek zmieniało w przesłaniu powieści. Właśnie odwrotnie. Opowiadać o powieści Tokarczuk należy  od ujawnienia mordercy, żeby w ten sposób dokonać przewartościowania historii, wykazując, że Tokarczuk zawiesiła etykę, czyli to co ogólne na rzecz tego co jednostkowe w takim znaczeniu w jaki opisuje zawieszenie etyki i jej konsekwencje Kierkegaard w Bojaźni i drżeniu.  Bo Janina Duszejko nie jest pierwszą lepszą bohaterką współczesnej powieści. Nie da się jej wykorzystać promując lewicowe czy prawicowe wartości. Nie da się jej w ogóle  doraźnie wykorzystać.
cdn