Blog prowadzony przez Rafała Klana
O autorze
stat4u

Wpisy z tagiem: Tokarczuk

sobota, 23 stycznia 2010
Wstęp do śledztwa 02
Jeszcze muszę coś dodać, kilka wątków, które muszą zostać omówione.

Bo że Tokarczuk i Sosnowski decydują się zlecić outsiderom misję, powiedzmy, naprawiania świata - to oczywiście jedno, istotne zagadnienie. Są samotni, funkcjonują na obrzeżach społeczeństwa i przez to społeczeństwo nie są rozumiani. Poza prześledzeniem tego zjawiska ważna jest wobec tego, co wczoraj napisałem jeszcze jedna obserwacja.

Otóż w konstrukcji bohaterów należałoby wyzyskać, w ich relacjach z otoczeniem, czy oni sami posiadają jakiś plan, żeby przekonać społeczeństwo o wartościach, których stają się rzecznikami. Bo czym innym jest oskarżyć, wyrazić swoją niezgodę, czym innym posiadać jakąś alternatywę, czym innym sama konstrukcja bohatera, która przekonuje do tych wartości lub odwrotnie - jednak odpycha od siebie. I na koniec czy dla Tokarczuki i Sosnowskiego wybór outsiderów jest świadectwem przegranej i pogodzeniem się z utratą tych wartości, czy też świadectwem, że jednak projekt, którego bronią jest jeszcze dzisiaj atrakcyjny.
I na koniec czy potrafią przekonać kogoś do tego projektu, czy też ich odosobnienie jest traktowane jako wartość ostatniej, niezdobytej jeszcze twierdzy. Innymi słowy czy potrafią działać w zespole, w grupie ludzi, w społeczeństwie?
O, i to też trzeba brać pod uwagę.
No.
Wprowadzenie do śledztwa
Więc tak: czasami człowiek musi... przeprowadzić śledztwo. I to nie  byle jakie śledztwo, chociaż zapewne nie dorówna temu, które przeprowadzają na kartach trylogii Millenium niejacy Blomkvist i Salander. I trochę żałuję, że to nie ten rodzaj śledztwa, które łączy  dziennikarskie standardy z hakerstwem. Więc pewnie nie będzie tyle emocji ani obgryzania paznokci.

Po drugie, że strona poświęcona jest literaturze i nie tylko, to śledztwo oczywiście musi objąć te dwie sfery.

Po trzecie każde dochodzenie zaczyna od jakiegoś punktu zaczepienia, jakiegoś mniej lub bardziej istotnego śladu, zajawki, mglistej pewności, intuicji i tutaj rzecz wygląda podobnie.

I po czwarte trudno rzec dokąd mnie to wszystko zaprowadzi. Bo dwie rzeczy mnie ostatnio nurtują: amatorska literatura oraz dwie nowe książki: Olgi Tokarczuk, Prowadź swój pług przez kości umarłych oraz Jerzego Sosnowskiego, Instalacja Idziego. I jak można się domyślić zajmę się pozycjami znanych autorów, a amatorską literaturą w międzyczasie.

Albo inaczej: jak jedna rzecz zacznie mnie przeciążać, to zajmę się drugą i tak zamiennie aż do ustalenia pewnych wniosków, które to wnioski niby gdzieś krążą w kosmosie.

Obie książki udało mi się przeczytać jeszcze w 2009 roku. Przyglądałem się recenzjom, omówieniom, wywiadom i różnym migawkom i w końcu uznałem, że nie mogę czekać w nieskończoność aż ktoś wypowie się za mnie, bo prawdopodobnie nie jest to możliwe. Gdzieś ktoś miał powiedzieć, że przy okazji książki Tokarczuk na horyzoncie pojawiła się mglista zapowiedź poważniejszej dyskusji, a nawet sporów, ale musiało mnie coś ominąć, bo z trudem dostrzegam poza monologami jakiś żywy, inspirujący spór o literaturę.  Na stronie Jurodiwego, pod wpisem o paraliterackim podsumowaniu za 2009 rok, jeden z komentatorów uznał, że w ogóle nadciąga wielka smuta i nie wiedzieć czemu posłużył się wizją literatury po Różewiczu i Szymborskiej. Że wtedy nastąpi, a póki żyją wymienieni, to smuta nadciąga. Być może  - nie wiem, bo najzwyczajniej tego nie widzę. Rozumiem obawy i strach przed dekompozycją tradycji. Wychodzę jednak z założenia, że jeżeli nawet dzisiaj trwa jakaś dekompozycja, to jest to naturalna kolej rzeczy, która wyraża się w historii literatury prostym zapisem: kompozycja-dekompozycja-kompozycja-dekompozycja. A z tego prostego zapisu wynika oraz z głosów, które dzisiaj żałują nad obecnym stanem dyskusji krytyczno-literackiej, że nadciąga właśnie coś pozytywnego. Co? No to już wątek na inną dyskusję.

Koniec dygresji.

Teraz Tokarczuk i Sosnowski.

Otóż teza śledztwa brzmi mniej więcej tak: Tokarczuk i Sosnowski, roczniki sześćdziesiąte, uznali, że dzisiaj po stronie spraw istotnych i wartościowych (według oczywiście autorów) muszą stanąć odmieńcy, wariaci, ludzie żyjący na marginesie społeczeństwa, przez społeczeństwo nie rozumiani, a nawet odrzuceni.

Pytanie jakie trzeba sobie postawić brzmi z kolei, też zresztą mniej więcej, tak: co takiego wydarzyło się, nie wiem, w literaturze, w Polsce, wokół nas, że i Tokarczuk i Sosnowski na kartach swoich książek musieli posunąć się do ostateczności, żeby sprawy, które wydają im się ważne polecić misji, która od początku, ze względu na otoczenie w którym żyją ich bohaterowie wydaje się przegrana. Innymi słowy dlaczego misję zlecili nie tylko outsiderom, ale przede wszystkim ludziom, którzy przez wzgląd na swoją pozycję nie są w stanie dokonać przełomu.
I kolejne pytanie, na które trzeba sobie odpowiedzieć: czy nie jest to właśnie jakieś pokoleniowe poczucie zbliżającej się wielkiej smuty? Narastającej pewności, że dekompozycja tradycji (w przypadku Sosnowskiego) oraz postępujące skażenie człowieka  (w przypadku Tokarczuk)  może jedynie zostać napiętnowane przez kogoś naiwnego, nieudacznika, dziwoląga (Tokarczuk) albo kogoś kto swoim zachowaniem przypomina świętego i to nie takiego potocznego świętego, tylko świętego z krwi i kości, niczym, jak ktoś zauważył, św. Franciszek. I że w rezultacie jest to sprawa już nie do wygrania.

Jerzy Sosnowski przyznaje m.in. na swojej stronie, że Instalacje Idziego napisał będąc rozdrażnionym zawłaszczeniem religii do doraźnych, politycznych celów. Olga Tokarczuk natomiast mówi, że Prowadź swój pług przez kości umarłych jest powieścią o niezgodzie na hipokryzję i cierpienie.

Sosnowski próbuje historię wyrazić przez zasadę zaczerpniętą ze zdania, które pada w Weselu Stanisława Wyspiańskiego: Jakaś historia wesoła, a przez to ogromnie smutna.

Podobnie Olga Tokarczuk mówi w rozmowie z Justyną Sobolewską : Bardzo mi zależało,(...), żeby książka była zabawna, żeby zrównoważyć mrok humorem, to nic, że nieco czarnym. Dlatego tę dość mroczną przecież historię opowiadam z dystansem, choć przecież ona ma absolutnie tragiczny wymiar. Dzisiaj ludzie boją się mówienia serio, na poważnie. Wolą ironię i chłód.

Mamy więc podobnego bohatera, podobną motywację oraz niemal identyczną strategię pisarską. Do tego mamy pisarzy, którzy urodzili się w tym samym roku, co dla bohaterki Olgi Tokarczuk, Janiny Duszejko, zajmującej się astrologią na pewno nie jest bez znaczenia.

Co więc z tym zrobimy? Przyjrzymy się głównym bohaterom obu powieści. Janinie Duszejko oraz Idziemu. A przez nich, przez ich konstrukcje, być może uda się odsłonić nie tylko wartość projektu, który za nimi stoi, który został przez pisarzy dla nich skonstruowany, ale przede wszystkim sprawdzimy do czego właściwie zostali stworzeni na kartach powieści i czy stanowią alternatywę dla świata czy też może jest to projekt jednak zbyt odległy od realiów, przeciw którym i oni (bohaterowie) i ich autorzy sprzeciwiają się.

Ale o tym rzecz jasna w następnych wpisach. A zacznę od bohaterki Tokarczuk, Janiny Duszejko.