Blog prowadzony przez Rafała Klana
O autorze
stat4u

Wpisy z tagiem: Vila-Matas

piątek, 30 lipca 2010
Na tropie patologii w debiucie Zachara Prilepina, część ni to III ni to osobna
W przerwie między tropieniem patologii w Patologiach Zachara Prilepina - jakby naprawdę nie było już co tropić - zastanawiam się a dlaczego w przerwie nie miałbym wytropić siebie, czegoś w sobie albo na sobie. K. mówi, że w moim wieku pojawia się już ten proceder stania przed lustrem i tropienia nieścisłości, nierówności i innych niuansów. Dlatego od tropienia patologii naturalną czynnością może być poszukiwanie siebie lub - przede wszystkim - czegoś na sobie, w sobie, itd.

Skoro to jest rzecz naturalna, zgodna z wiekiem, z zegarem biologicznym, to dlaczego - muszę to obczaić przecież - co innego mnie nieustannie skłania do sztucznych rozwiązań. I czy  rzeczywiście jest to jakiś sztuczny myk, ta literatura,  czy właśnie przeciwnie: przez  zawoalowane porzucenie tego co naturalne, sam wybieram co jest mi przydatne a co tylko odsunięciem czegoś, co i tak - prędzej czy później - upomni się o mnie. I wtedy jeżeli się upomni stanę przed lustrem, żeby sobie te nierówności wychwycić i się nimi nacieszyć lub pięknie się nimi brzydzić.

Wiadomo też od lat, że nie samym chlebem człowiek żyje, a skoro nie chlebem, to pewnie tropieniem patologii w Patologiach Zachara Prilepina. A skoro tak, to musi być to nie tylko że naturalne, to jeszcze pożądane. Dlatego balansując między jedną a drugą drogą, wybieram  trzecią, polegająca na tropieniu czegoś na sobie, w sobie, lub po prostu siebie. Jakie to od razu staje się fascynujące. Że można tak za jednym zamachem, bez nacisków porzucić Prilepina, porzucić chleb i skierować całą swoją uwagę na siebie ze wszystkimi konsekwencjami.

Weźmy np. taką jazdę pociągiem. Kilka lat temu brałem udział w takiej akcji: siku, kupa, dupa. Po prostu wszystko polega na fizjologii i się powtarza bez ustanku: siku, kupa, dupa. Bez niepotrzebnego drążenia. Ot, tak, po prostu: siku, kupa, dupa. Dwoje dzieciaków w przedziale. Chłopiec mówi siku i oboje się zaśmiewają. Potem dziewczynka mówi: kupa i znowu oboje się zaśmiewają. I tak bez przerwy. Siedzimy w tym przedziale a dzieciaki nic tylko: siku, kupa, dupa.

No ale lata mijają, wiadomo, i teraz mój ostatni przejazd pociągiem nie skupił się na siku, kupie i dupie a na różnicach między mężczyzną i kobietą. I że mężczyzna, czyli ja, nie potrafię skupić się na dwóch rzeczach jednocześnie, a kobieta potrafi. I jest to naprawdę zamierzchła, wyżłobiona w naszych genach prawda, ponieważ mężczyzna wyruszał z jaskini i polował, a kobieta nie polowała. Więc jeżeli kiedyś tak sobie siedziałem beztrosko w tym pociągu i powtarzałem w myślach: siku, kupa, dupa., to już obecnie ta beztroska naturalnie musiała wyparować i teraz rzeczą naturalną  zamiast mantrowania i oczyszczania rozumu stało się przyjmowanie tej wiedzy o różnicach. Że jakie to prawdziwe, jakie życiowe, jakie przewidywalne.

Nie jest to koniec. Ponieważ jeszcze później już nie pociągiem, ale autobusem też zmierzałem w jakimś znanym mi kierunku, a dokładnie na podbój okolicznych księgarni. Kiedyś w takim autobusie, naprawdę dawno temu, wymyślałem sobie taką postać w kształcie linijki z piórnika, ale takiej linijki-gumy i wyobrażałem sobie taką linijkę-gumę jak szykuje się obok autobusu do wyczerpującego maratonu. I jak tylko autobus ruszał, to ta linijka-z-piórnika-guma również ruszała i musiała pokonywać na swojej drodze wszelkie przeszkody. I tak sobie całą podróż urozmaicałem. Wiadomo. Z wiekiem trzeba było komplikować życie tej linijce-gumie, ale wtedy, bardzo dawno temu, po prostu sobie siadałem wygodnie i przyglądałem się tej linijce, co to tak ją teraz hołubię.

Otóż teraz zupełnie niedawno właśnie nawet ta guma-linijka z piórnika do głowy by mi nie przyszła, a mogła przyjść. W autobusie wyjąłem na Zachodzie bez zmian i czytałem, bo jak wiadomo tropię te patologie w Patologiach i musiałem zajrzeć do Remarque'a, żeby się upewnić, że co innego literatura antywojenna, a co innego literatura wojenna.

Otóż dojechałem i podbiłem te księgarnie, szczególnie taką jedną, która przywitała mnie 70% zniżkami. I ja tam w tej księgarni kupiłem kilka książek, których nigdy bez 70% zniżki bym nie kupił. To zrozumiałe.Takie obniżki zdarzają się mi rzadko, być może dlatego, że niezbyt często opuszczam moją okrutną prowincję. A jak już nawet opuszczę, to naprawdę przez całe moje życie zdarzyła mi się raptem druga tak poważna obniżka. W dodatku ta pierwsza w ogóle nie była na szlaku podbijania księgarni -stąd kompletnie nieprzygotowany zlekceważyłem ją i do dzisiaj tego żałuję. Ale do rzeczy. Otóż w tym bachicznym szale obniżkowym trafiłem na hiszpańskiego pisarze, o istnieniu którego nie miałem nawet pojęcia. Enrique Vala-Matas za 6 zł. Nabyłem jego dwie książki. Paryż nigdy nie ma końca oraz Krótką historię literatury przenośnej, która zresztą ponoć rozsławiła nazwisko hiszpańskiego pisarza i odtąd nie jest już anonimowym pisarzem. Czego mu serdecznie gratuluję. Niniejszym. W Paryżu, który nigdy nie ma końca znalazłem dzisiaj ten ustęp o mężczyznach i kobietach i że mężczyźni jaskiniowi tak polowali i to polowanie skrzywdziło obecnych mężczyzn, którzy nie potrafią skupić się na dwóch rzeczach jednocześnie.

U Vila-Matasa, tego hiszpańskiego pisarza, wątek z jaskiniowym mężczyzną pojawia się w kontekście literackim jako jeden z możliwych tropów interpretacyjnych do opowiadania Hemingwaya Kot na deszczu. W ogóle dowiedziałem się, że Kot na deszczu jest przez Marqueza uznany za najlepsze opowiadanie jakie kiedykolwiek powstało. To tak na marginesie, bo mam się przecież zajmować sobą lub tym co na sobie mam lub nawet w sobie, a nie tropieniem patologii u Zachara Prilepina. Więc wracając do siebie: Czytałem ten fragment o tych mężczyznach nie - jak wtedy w pociągu - w przewodniku po różnicach między płciami, a właśnie u Vila-Matasa. I zrozumiałem, że życie nie jest parszywe jak je opisuje Prilepin, tylko powtarzalne. I że bohaterowie Prilepina - ci którzy przeżyli - usłyszą kiedyś od swoich rosyjskich partnerek/żon/kobiet/córek/matek, że skoro wciąż chodzą na polowania, przez co rozmawiają tylko ze sobą, mruczą coś pod nosem, to muszą zrozumieć, że kobiety funkcjonują inaczej i że to ich wina, bo oni, ci bohaterowie Prilepina, to sami, z własnej woli postanowili wyruszyć na polowanie. Dlatego są tacy ograniczeni. I to jest - teraz to widzę - jedyna patologia, która płynie od Prilepina w świat: mężczyźni nie potrafią skupić się na dwóch rzeczach jednocześnie. Szkoda.